14 października 2012

Roflcopter all the time

Weekend minął pod szyldem maniakalnej nauki, która nie zawsze wychodziła. Szczególnie wieczorami tracimy zmysły i zachowujemy się już coraz bardziej normalnie (to znaczy - wchodzi nam to w nawyk i przyzwyczajamy się do tego).

Piątkowa impreza z 20 osobami w TBV przeniosła się do DS4, gdzie miała miejsce orgia, jakiej pan Józio nie widział - specjalnie zrobił kilka zdjęć telefonem do późniejszego pokazania kierowniczce. Po zakończonej wizycie w akademiku przyszedł czas na wizytę w BP, gdzie został zakupiony chleb.

Sobota czyli nauka, ale bez zaburzających harmonię ćwiczeń i wykładów. Wieczorem zagraliśmy w orkiestrze z butelek po piwie, sztućców, tacek i butelek.

Niedziela, dzisiaj, siadłem znów do żył i tętnic, ale jakoś nic z tego nie wyszło. Za to jestem z siebie dumny wielce, gdyż zrobiłem arkusz w Excel'u, który oblicza odchylenie standardowe potrzebne na biofizykę. Dalej nie wiem po co jest kolumna "wnioski" w zeszycie ćwiczeń, ale to nic. Pranie fartuchów zrobione i okazało się, że "budżetowy" znaczy "pomięty i trudny do wyprasowania".

W tym tygodniu trzy wejściówki - biologia molekularna, chemia ogólna i biofizyka, a jako bonus - kolos z anatomii z kończyny górnej.
Jaka żyła unerwia tętnicę pachową?

1 komentarz:

  1. Słyszałam takie opinie, że studenci medycyny jak trzeba to dziobią do upadłego, ale jak przychodzi impreza... to znakomicie pokazują się z innej strony xD No nic, pożyjem, zobaczym, własną opinię wydam. Hołpfuli :)

    OdpowiedzUsuń