31 stycznia 2013

Zal: Biologia "molekularna"

Postrach roku. Biologia. Pasożyty, roślinki, robale i trochę genetyki. Jak na innych uczelniach mówi się:  W Lublinie jest nieco inaczej: "Jak zdasz biologię to wiesz, że skończysz te studia, a jak skończysz immunologię, to wiesz nawet kiedy." (na innych uczelniach podobno jest to anatomia i farmakologia).

Trypanosoma Cruzi
Zaliczenie w jakiej formie? Testu. Tyle że otwartego. Można? Można :) Dwie strony pytań - jedna z genetyki, druga wiadomo. Zaskoczyli nas. Myśleliśmy, że zgodnie ze sposobem egzystowania pani prof. parazyty zajmą całość, a przynajmniej większość "testu". Obiecano, że będą pytania z krótkimi odpowiedziami, ale nie do końca tak było - na niektóre trzeba było rozpisać się dosyć obszernie, nijak mieszcząc się w czasie 18 minut przeznaczonych dla nas jako "ukłon w naszą stronę" na 15 pytań. Do tego pytania z kosmosu. I nie przesadzam. Skąd mamy wiedzieć o pasożytach, których nie ma w wymaganiach ani w książkach autorstwa Sami-Wiecie-Kogo? Praktyczny też był, ale niepotrzebnie. Liczył się do ostatecznej oceny z zaliczenia tak bardzo, że aż na poziomie 0%. 

Ale to nic. Grunt, że termin pierwszy oblało ponad 200 osób. W tym ja :) Poprawka tydzień później, po wielu kłótniach, pismach i prośbach wywalczyliśmy 30 minut i 12 pytań w stylu podobnym do poprzedniego. Tym razem zaliczył już większy procent. W tym ja :)

No i co? Za rok chyba już zabraknie parazytologii w planie studiów. Kto wie, może to po części przez nasze walki i działania jakie podejmowaliśmy w walce o swoje.

25 stycznia 2013

Bo zawsze warto mieć marzenia

W końcu, ostatecznie, druga część wypowiedzi E. Trochę się tu rozpisał :)
- If you don't follow through on your dreams, you might as well be a vegetable.
- What type of vegetable?
- I don't know... a cabbage…yeah a cabbage.
The world’s fastest Indian

Kończąc liceum wiedziałem, że biotechnologia to cutting edge, ale byłem też świadomy tego, iż Polska, jak i cała UE są dość sceptyczne pod tym względem. Dlatego też mimo wszędzie opisywanej perspektywy dynamicznego wzrostu tej nauki nie ulegałem tym wpływom. Polski rynek pracy mógł zaproponować mi pracę w mleczarni lub wytwórni surowic (+- 2 tys. netto), a ja nie chciałem stawiać wszystkiego na 1 kartę (kończyć kierunek, który zmusza do wyjazdu). Problemem był też poziom na uczelniach. Progi są niskie, a wiadomo, że w trosce o to by mieć kogo kształcić (pieniądze) poziom zostanie dostosowany w dół a nie w górę. Istnieje więc realne zagrożenie iż mogę się tam intelektualnie marnować. Końcowym argumentem przeciw jest to, że uczelnie nastawione są bardziej na rolnictwo (bardzo ciekawe), a nie na np. komórki macierzyste (ciekawsze).

Farmacja dziś ogranicza się głownie do handlu. By pracować badawczo w wielkim koncernie trzeba mieć mnóstwo szczęścia i wykazać się ogromnym dorobkiem na studiach. Pomimo tego, myśl o farmacji towarzyszyła mi dość długo. Pomysł był następujący: ja i moja dziewczyna zostajemy farmaceutami, wyjeżdżamy do Norwegii, oszczędzamy tam kapitał i otwieramy w Polsce aptekę albo asymilujemy się ze Skandynawami i po prostu żyjemy tam.

Wyniki z matury okazały się wysokie, ale nie tak bardzo jak tego chciałem,. Mogłem zostać biotechnologiem, magistrem farmacji. ale wybrałem siedzenie w domu. Nie chciałem skazywać się na życie jakimś planem B, chciałem dać sobie szansę i wykorzystałem ją.

Studiuję kierunek lekarski. Kierunek studiów i dalszego kształcenia o stale najwyższym tempie rozwoju. Zgłębiam naukę która jak wskazywali przedmówcy jest fascynująca, bo dotyczy nas samych. Jest magiczna bo ociera się o życie i śmierć oraz obnaża tajemnicę istnienia.

Obraz lekarza jest jak archetyp. Pomijając obrazki z kultury hejtowania i ataku wszystkiego, a skupiając się na obrazie literackim czy nawet z kultury masowej – lekarz jest kimś wyjątkowym. Jest interesującym inteligentnym człowiekiem sukcesu, który prowadzi ciekawe dostanie życie, a jego dzieci maja super start w przyszłość. Gdy jako dziecko oglądałem telewizję zdominowaną przez amerykańską kinematografię lekarz był kimś fajnym, a bycie nim mogło być postrzegane jako powód do dumy.

Wpis ten rozpocząłem od cytatu z filmu opowiadającego historię człowieka który życie swe wypełnił pasją. Jak już wiecie w żyłach mych płynie paliwo a nie krew. Kocham motocykle, kocham samochody. Nie traktuję ich jako środków transportu od A do B, liczy się to coś pomiędzy, podróż, przygoda. Nie jest koniecznie to czy dotrę do B, D czy X. Pojazd musi mnie urzekać formą, swoimi aspektami technicznymi, trudno wiec wybrać jeden, który zaspokoiłby wszystkie potrzeby. Sportowa, ale dostojna linia nadwozia połączona z wolnossącym silnikiem dużej pojemności oraz wykończenie materiałami przyjemnymi w doznaniach: jasna pachnąca skóra, antracytowa drewno zdobiące konsole, ten opis jest niczym poemat i w taki sposób widzę auto marzeń. By kupić coś co wywoła emocję trzeba wydać naprawdę dużo pieniędzy albo jeździć klasykami, które również oprócz miłości wymagają środków finansowych. Ale marzeń można mieć wiele.

Jesteśmy ludźmi, potrzebujemy odbierać nasze życie zmysłami, więc walczmy o zmysłowe produkty

Patrząc ogólnoświatowo czy też nawet na nasze podwórko (ale przymykając lekko oko na pewne patologie) zawód ten daje stabilizację finansową, pewną pracę oraz duże możliwości kreowania własnego systemu pracy. Daleko nam co prawda do krajów cywilizowanych, gdzie za pracę w przyzwoitych (a więc dających również czas dla rodziny czy rozwijanie pasji) warunkach żyje się na komfortowym poziomie.  Bo niestety w Polsce w większości specjalizacji pracując w państwowym szpitalu trzeba jednak poświecić masę czasu by osiągnąć to co powinno być osiągalne bez nadgodzin.

Zawód lekarza jest przecież kwalifikowany powszechnie jako jeden z zawodów reprezentantów upper midle class, a dziś lekarz by osiągnąć jakie wyznaczniki tego musi harować nie mniej jak powiedźmy hydraulik - czyli chyba coś jest nie tak? Nie przeczę, że w Polsce nie można dobrze zarobić. Można, ale niestety najczęściej kosztem spędzenia mnóstwa czasu w pracy. A po co pieniądze, kiedy nie ma się czasu ich wydawać czy cieszyć się nimi z rodziną?

Mam nadzieję na zmiany, zawsze pozostaje również możliwość emigracji - zapotrzebowanie na lekarzy jest na całym świecie. Nie jest to prosta decyzja ponieważ łączy się z dość duża inwestycją: różnego rodzaju kursy do egzaminów nostryfikacyjnych, kursy językowe jak i same wydatki na formalności do otrzymania wizy czy pieniądze na start. Z drugiej ręki wyjazd oprócz korzyści finansowych łączy się często z innym klimatem, przyrodą, a co najważniejsze kulturą i społeczeństwem.

Lekarski jest więc dla mnie idealny, ponieważ iż rozwija moje predyspozycję, realizuję mój ciąg do wiedzy i innowacji opisany w poprzednich wspomnieniach oraz daje realne szanse na osiągniecie odpowiedniego poziomu życia, przy okazji pozwalając na spędzenie czasu z rodziną (przy normalnych zarobkach patrz powyżej). Nie jest też tak, że widzę w medycynie tylko pieniądze, a każdy pacjent jaki przekroczy drzwi mojego gabinetu sprawi, że moich oczach zabłyszczy $ - nie!
Chcę być najlepszym w swojej dziedzinie jakim mogę być, chce dać z siebie wszystko, ale chce jednocześnie być za to doceniony – ot co. Chcę by moje dzieci mogły zobaczyć świat, mogły rozwijać się w każdym kierunku bez troski o to jak sfinansować dane hobby, by miały wszystko co pomoże im się rozwinąć najlepiej jak tylko można.

Wybierając ten kierunek wybrałem pogoń za marzeniami, ale też za prestiżem, życiem w komforcie i za byciem zawsze na fali nowych odkryć. Czy uda mi się tego dokonać ? Zobaczymy.

E.

14 stycznia 2013

Zal: Biofizyka

Jak zwykle w garniakach (A jakżeby inaczej! ^^), a biednemu człowiekowi na chodnikach śnieg i lód położyli. Cudem bez kontaktu z glebą dotarliśmy. Nie trzeba było żadnych dokumentów. Po prostu wchodzimy. Nikt nie pomyślał o skombinowaniu jakiegoś znajomego doktora biofizyki, aby wszystkie nasze zmartwienia poszły w niepamięć. Ale nic, napiszemy jak już trzeba :)

50 pytań zamkniętych (II rok miał jakąś kombinację zamkniętych z otwartymi), 45 minut i 60% dzielące nas od zaliczenia przedmiotu. A pytania wspaniałe, bo pseudowielokrotnego wyboru. Odpowiedzi a-b-c-d pod pytaniem, a zaraz później właściwe odpowiedzi typu:
A) a i b
B) c
C) b i c
D) a, c i d
i różne inne kombinacje.
Materiał, jak to czasem bywa, miał się raczej nijak do tego co było na ćwiczeniach. Chociaż miał być z samych wykładów, a na nich też zbyt obfitego napływu wiedzy nie doznaliśmy.

Ogólnie miałem dobry humor, jakoś tak :) Jeszcze lepiej, gdy usłyszałem sławetne "Bez spiny, są drugie terminy".

Po biofizyce zaliczenie praktyczne z anatomii, bardzo przyjemne. Nasz Andrzej ma już te mięśnie trochę poszatkowane, ale z faktu takowego iż koksem za życia był, tak i po śmierci mięśnie tego Pana są chyba największymi z całego prosektorium. Łydka większa niż moja, a mięśnie po śmierci nie są już tak "puszyste" jak za życia.

Szacunkiem więc darzyć należy całe grono donatorów przysługujące się w edukacji przyszłych lekarzy i innych zawodów. Co by było, gdyby ich nie było?

Jutro dzień wolny, a właściwie to nie.

***
Drodzy kochani, popełniłem e-mail'a blogowego. Piszcie co Wam na klawiaturę wena przyniesie i co jest nieodpowiednie do pisania w słit komciach, a odpowiem zwłocznie.
emesthedoc@gmail.com

12 stycznia 2013

Zapieprz? No! Just like always

Sesja się rozpoczęła. Nie sam termin oficjalny (z jednym egzaminem), ale czas, kiedy dzień po dniu coś człowieka czeka. Będę pisał kilka słów o każdym z nich, w miarę posiadania wolnego czasu.
Zaliczenie z biologii z wtorku - praktyka - na 4. Kończyna dolna w teorii z piątku - na 3.

A w najbliższym czasie:

Pon

- Biofizyka - końcowe zaliczenie testowe (czyli pytania zamknięte, do wyboru abcdefghijklmnopqrst + "a i b jest prawdziwe", "żadne nie jest prawdziwe" itp.)
- Anatomia - zaliczenie praktyczne z kończyny dolnej

Wt

- Od tego tygodnia mamy wolne od zajęć, a przy okazji od zaliczeń. Normalnie byłaby ćwiczeniowo biologia  oraz chemia.

Śr

- Biologia - końcowe zaliczenie teoretyczne. Tutaj śmiech na sali. Trwa 20 minut - czyli taka końcowa wejściówka, tyle że z całego materiału. Pytania będą otwarte. Znając życie będzie ich kilka, więc o zaliczeniu decyduje w dużej mierze szczęście - czy pytania będą Ci pasowały, czy nie.

Czw

- Histologia - ostatnie kolokwium - teoria i dodatkowo praktyka

Pt

- Angielski - kolokwium jedyne w tym semestrze. Ze słówek i ćwiczeń :))

Później tydzień wolnego lub tydzień poprawek. A w następnym tygodniu egzamin praktyczny i teoretyczny z histologii.

Czy czuć sesję? Nie i raczej jej nie odczujemy. Dlaczego? Bo nauki jest tyle samo co przed nią :)

5 stycznia 2013

Listek, który umiłuję

ekim gościnnie w drugiej części swojej wypowiedzi - wrzucam na szybko, bo sesja goni. Miłej lektury :)

Dlaczego medycyna? Najchętniej skwitowałbym to pytanie bardzo krótkim stwierdzeniem. Because there’s no other way. Tak, nie ma innej drogi. Nie potrafiłem sobie siebie nigdy wyobrazić w żadnym innym zawodzie, od zawsze myśląc o swojej przyszłości widziałem siebie ubranego w biały fartuch ze stetoskopem na szyi mknącego przez czeluście szpitalnych korytarzy. Innym razem widziałem siebie nad stołem operacyjnym dokonując najciekawszych na świecie rzeczy. Ot, moja dość bujna wyobraźnia. I właśnie wtedy myślałem sobie ‘I like it’. Co więc jest dla mnie takiego magicznego w tym wszystkim?

Na początku - obszerność tej nauki, tak że nawet jeśli teraz wybrałem medycynę jako taką, później będę wybierał pewną jej gałąź, z tej gałęzi pewnie wybiorę sobie jakąś gałązkę, którą szczególnie umiłuję i to wszystko tylko po to żeby znaleźć liść w którym będę najlepszy. Taka sobie metafora. Wspaniałe jest to, że jeśli się ktoś postara to nie sposób się nudzić. Zawsze znajdzie się coś czego się jeszcze nie wie, może coś co warto by było jeszcze trochę lepiej zbadać. Taka swoboda. Jeśli chcesz to dojdziesz do pewnego etapu, osiądziesz sobie na mieliźnie i będziesz spokojnie praktykował medycynę. Jeśli nie, to będzie brnął dalej, aż sam stwierdzisz, że to jest twój port.

Co dalej? Dalej muszę stwierdzić, że fajne jest w tym wszystkim to, że ta nauka jest na swój sposób elitarna. Niewiele osób dociera w te rejony wiedzy i trudno się dziwić. Nauka chociaż nieskończenie ciekawa, jest też bardzo trudna. Nie mogę powiedzieć, że nie lubię rzeczy prostych, ale to właśnie rzeczy trudne sprawiają największa frajdę, największą radość jeśli się z nimi uporam. I całe te studia, cały ten wybór ścieżki życiowej jest dla mnie ogromnym wyzwaniem. W pewnym sensie jest to ciągle oddalający się cel. Czemu oddalający? Bo tak naprawdę po każdym etapie przychodzi następny, a żaden nie jest ostatnim. Jednakże nawet mimo tego, że oddalający to jednak wciąż widoczny. A co uskrzydla? Świadomość obecności celu.

Kolejna kwestia wiąże się już poniekąd z tym co powiedziałem wcześniej. Nie chciałbym umrzeć sobie ze świadomością, że w swoim życiu nie dokonałem nic wielkiego. Tak, to jest moje największe marzenie. Dokonać czegoś wielkiego. Czym jest to coś wielkiego? Nie mam pojęcia. Może to będzie rzeczywiście coś spektakularnego, a może będzie to po prostu codzienna, sumienna praca z pacjentami? Jak dla mnie właśnie taka praca, ciągła i cierpliwa praca z chorymi ludźmi jest największą rzeczą jakiej dokonują lekarze.

I na koniec zostawiłem sobie to co dla mnie jest najistotniejsze, to co stanowi poniekąd wisienkę na torcie. Praca z ludźmi. Nie wyobrażam sobie żebym mógł całymi dniami samotnie pracować nad jakimiś projektami, żebym coś konstruował i tak dalej. Tak, to też są zapewne istotne rzeczy i bardzo istotne dla ludzi. Ale ja jednak potrzebuję czegoś innego.

I tak właśnie praca, która w największej mierze polega na pomaganiu ludziom, na szukaniu rozwiązania ich problemów, na ulżeniu im w cierpieniu to jest ta praca w której siebie widzę.  Ktoś mógłby powiedzieć, że nie znam realiów, że nie wiem tak naprawdę na czym to polega. Dobra, może i ma rację. Ale wybierając taki a nie inny kierunek studiów, a następnie decydując się na taką pracą podejmuje to wyzwanie z całym inwentarzem. Jestem przekonany, że chociażby trafiło mi się 99 pacjentów niezadowolonych z życia i na wszystko narzekających i 1 który okazałby chociaż cień wdzięczności to właśnie ten jeden sprawiłby, że zapomniałbym o problemach związanych z tymi 99.

Ha, trochę napisałem. Jestem pewny, że to nie wszystko co chciałbym przekazać, ale na ten czas tyle mi przyszło do głowy.

Ekim.

3 stycznia 2013

New Jer

Tak, tak. Nowy rok. Wszystkiego najlepszego i tak dalej :) Miejcie swoje postanowienia, których i tak nie będziecie przestrzegać, jak ja sam kiedyyyś. Albo zamiast tego stawajcie się lepszymi zarówno dla siebie, jak i dla innych, przez cały czas. Nie tylko w pierwszej połowie stycznia.

Wkrótce cz. 2 by ekim & ebe. Stay tuned!