24 lipca 2012

InterGracja

Pierwsze spotkanie integracyjne przebiegło pomyślnie. Poniedziałkowy wieczór cieszyłem się ze zdania CAE na C, a następnego dnia, już z samego rana wybrałem się busem do naszego polskiego San Francisco razem ze znajomymi. Pochodziliśmy dość dużo po różnych biurach oferujących wynajem mieszkań. Pozwiedzaliśmy trochę miasta i zajrzeliśmy też w nieco dalsze dzielnice, a ja dowiedziałem się co oznacza skrót LSM :) Popołudniem spotkałem się z grupą integracyjną właściwą, z przyszłymi studentami I roku kierunku "oby ludzi bardziej nie zepsuć" na Uniw. Magicznym.

SubWay

Odczuwając odgłosy z brzuchów wybraliśmy się coś zjeść. Znajomi - KFC, ja do kanapkowego metra. Kentucky Fried Chicken jakoś nigdy nie zdołało napełnić mojego żołądka (nawet przy dużym zamówieniu), więc zamówiłem trzydziestocentymetrową bułę z ciemnego pieczywa i z mnogością warzywnych smaków w SubWay. Za papierek z Mieszkiem najadłem się całkiem nieźle, a gusta smakowe też zostały zaspokojone. Polecam :) Teraz jest chyba jakaś promocja, bo nad głowami podgrzewaczy bułek ceny za sandwich'a wynosiły ponad piątkę, a zapłaciłem mniej - mają dość pogmatwany cennik.

WaterFun

Po kilku godzinach rozstaliśmy się, a ja pomaszerowałem na Plac Litewski ku fontannie. Zmęczone łażeniem stopy od razu uśmiechnęły się do mnie szczerze po kontakcie z chłodną wodą. Nie dane mi było chyba nacieszyć się spokojem, bo po chwili zbiegł się wagon dzieci podróżujących zapewne do ośrodka dla chorych na ADHD. Osaczyły mnie z każdej strony, jednak i tutaj znalazł się element komizmu. Mała dziewczynka rozpaczająca z powodu zbyt śliskiego dna fontanny i tym samym blokady wyjścia z jej środkowej części. Jej marsz na czworakach w agonii i Dire Straits - Brothers in Arms rozbrzmiewające w pełni u mnie w głowie jakoś dziwnie się dopełniały. Babcia małej zdała sobie sprawę z sytuacji dopiero po dłuższej chwili i zwiększeniu poziomu głośności rozpaczy. Inne dziecko z kolei cierpiało dolę z powodu użądlenia osy. "Jak to się stało?" "Położyłam rączkę na osę i nacisnęłam." :) Ciekawe jakim będę ojcem.

Część Właściwa

Z I roku było nas czworo. Mogłoby być więcej, ale dobre i to - niska frekwencja też ma swoje zalety. Ja + Konrad, Krzysiek i Olka. Krzysiek zasłużenie od teraz będzie przeze mnie nazywany "Kraśnikiem","Krasnym" bądź "Jaki Kraśnik!". Starał się o to cały dzień swoimi sucharkami przypominając też skąd pochodzi :) Konrad z Olką po latach farmacji, ciekawa sytuacja swoją drogą. Nie zastanawiałem się nad czymś takim jak wybranie farmacji, pomimo dostania się na medycynę. Później doszedł Robert z kumplem z I roku interny (a nie wyglądał :D), wypiliśmy po piwku (Tyskiego brak, parszywy losie). Pizza u Szewca całkiem niezła, szczególnie ich nazwy, choćby "buum tarra buum". Po tym jeszcze Krasny zaczepił czołem o gałąź i poszliśmy do TBV. Biuro zamknięte, a my byliśmy tylko za potrzebą. Miła starsza pani za naszą namową wpuściła nas do WC pomagając ulżyć w cierpieniu. "A panowie skąd?" "X, Y, Z" i jej oczy zdziwienia, że przyjechaliśmy zwiedzać lubelskie toalety :) Spotkaliśmy też Marcina i jego fryzurę, a poza tym też jego pannę. Jego krzyżówki były największą atrakcją, a Hałs miał się czym popisać :) Co to "kg, Au" - ale nie "symbol" (tyle samo liter)? Bo ja nie wiem.

2 komentarze:

  1. Cześć, widzę, że nie tylko ja wpadłam na pomysł z blogiem. :P
    Natalia od odpytywania z biologii! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam dawną koleżankę :)) Już zerkam na Twój :)

      Usuń