30 listopada 2014

Seanse przy jedzeniu

Nadszedł ostateczny czas na rozprawienie się z filmowymi załegłościami. Przez ostatnie dni obejrzałem więcej filmów niż przez ostatnie lata (nie licząc wakacji i świąt). Wystarczyło podczas obiadu i innych posiłków włączyć seans na tablecie.

Dzięki temu rozwiązaniu nie czuję się tak zabiegany, jak zwykle i mam poczucie posiadania większej ilości wolnego czasu. Co więcej, jeden film oglądam przez 2-3 dni, dzięki czemu wydaje się o wiele dłuższym niż w rzeczywistości. Osobiście nie przepadam za czasem trwania przeciętnego seansu kinowego, stanowczo preferuję dłuższe. A już najlepsze są krótkie seriale w stylu Band of Brothers.

Od tego czasu jedynie w czasie śniadania nie oglądam poruszających się obrazków. Ten czas zarezerwowany jest na sprawdzenie najnowszych wiadomości ze świata i bliskich okolic, czyli Facebook, Twitter i Reddit.

A tu lista filmów: Despicable Me, Despicable Me 2, 50/50, Edge of Tommorow, Life of Pi, It's a Wonderful Life, The Departed, Gattaca oraz Taxi Driver.

23 listopada 2014

Koło znieczulające

Skończyłem z kołem kardiologicznym. Same prezentacje raczej mi nie pasowały, a na projekty czy badania obecny semestr raczej nie przyzwala. Dzięki M. odnalazłem za to koło anestezjologiczne.

Pierwsze zebranie przywitało mnie standardową formą w postaci kilku prezentacji. Poruszono kwestie dokumentacji medycznej oraz rodzaje znieczuleń miejscowych. Prezentacje dały radę, ale najlepszy element stanowił opiekun koła, który co chwilę dodawał do przeźroczy coś od siebie. Dzięki temu o wiele przyjemniej słuchało się tego przedstawienia. Przeźrocza, to inaczej slajdy w mowie staropolskiej używanej przez niektórych asystentów i jest pojęciem nader lubianym przez brać studencką.

Co jednak spowodowało, że zabrałem się za to koło od razu, jak tylko o nim usłyszałem? Praktyka: dyżury i warsztaty. Możliwość przypisania się do danego lekarza anestezjologa i spędzenia z nim romantycznego dyżuru we dwoje z dodatkiem zwiotczałego pacjenta. Poza tym, na kilka godzin można przyjść i czerpać z wiedzy i doświadczenia, jaką starsi doktorzy chcą z chęcią przekazać młodemu pokoleniu.

Na razie kariery zabiegowej nie planuję, ale to dobra okazja do nauczenia się podstawowych i tych bardziej zaawansowanych robótek ręcznych z dodatkiem teorii przydatnej w klinice, a nie znalezionej w suchej literaturze. Pierwszy dyżur w sobotę.

16 listopada 2014

Bob assy

Propedeutyka pediatrii i interny to póki co jedyne przedmioty na których mam rzeczywisty kontakt z pacjentami. “Propedeutyka” czyli jeszcze nie nauka właściwa. Bez dogłębnych diagnoz, a za to ze skupieniem się na wywiadzie i badaniu pacjenta. Dziś będzie o nauce dziecięcej.

Notes w kieszeń, stetoskop w drugą i jedziemy z werwą na pierwsze zajęcia pediatrii. Na wstępie okazaliśmy się być bandą idiotów, najgorszą grupą. Tyle z radości. Dwukrotne przeczytanie materiału na seminarium uznaliśmy za wystarczające, słysząc od innych, iż przedmiot ten bardzo fajnym jest i dużo się uczy praktycznie, a teorię wystarczy znać na tyle, ile przyda się w nauce praktyki. Jakie było nasze zdziwienie, gdy zostaliśmy przemaglowani z najdrobniejszych szczegółów, przy okazji też z biochemii. Stwierdzono, że nasza pani dr nie pyta o szczegóły.

Na każdych zajęciach początek ten sam, zawsze znajdzie się coś czego nie wiemy albo czego nie zrozumieliśmy. Nie jesteśmy w stanie sami powiedzieć na co zwracać uwagę i co jest ważne w odmętach obowiązującego materiału. Szkoda, że brak tu zależności: studenci nie rozumieją - asystent im tłumaczy, najczęściej w sposób o wiele bardziej przystępny niż w książkach. A tu klops: “ja wam tego nie powiem, tego to musicie się sami douczyć”.

Wstępne niedogodności zostają wynagrodzone kliniką samą w sobie. Taki plus naszej dr, że praktyczne umiejętności stara się nauczyć jak najlepiej i bardzo dobrze jej to wychodzi. Na każdych dotychczasowych zajęciach sporo się dowiedzieliśmy i ostatecznie wychodziliśmy z nich uśmiechnięci, zapominając o wcześniejszych nieprzyjemnych wydarzeniach. Trzymanie dziecka, sprawdzenie odruchów, obejrzenie ciała, osłuchanie serca i płuc - z tym miałem już kontakt.

Znany rosyjski pediatra robił to samo co my, tylko dziesięciokrotnie szybciej. W studenckiej praktyce każdy bał się o małego szkraba, którego trzymał w rękach. Sprawdzając odruchy każdy postępował jak najdelikatniej, by nic nie uszkodzić w “naszym” maluchu. Doktor za to się nie bawiła, tylko konkretnie wyginała, szarpała i macała noworodki, podobnie jak ten Rosjanin, tylko może trochę wolniej.

A teraz dwa tygodnie odpoczynku od pediatrii. Bo remont czy coś. Ale to już nie jest ważne :)

10 listopada 2014

USG

Po zakończeniu anatomii chirurgicznej przyszedł czas na anatomię radiologiczną. Składa się ona także z czterech zajęć - dwa z nich dotyczą ultrasonografii, a pozostałe tomografii komputerowej.

Ćwiczenia były doprawdy wyborne. Zostałem wybrany na ochotnika do przebadania wszerz i wzdłuż w czasie trzech godzin leżenia i poddawania się badaniu każdego z 9 młodych jeszcze-nie-doktorów na sali.

Na wstępie zajęć ugoszczeni zostaliśmy krótką prezentacją wprowadzającą do tematu, po której zabraliśmy się do zabawy właściwej. Ja wziąłem się do leżenia i wstrzymywania oddechu w określonych momentach. I do patrzenia w telewizor, bo takowy został podpięty do aparatury by i sam "pacjent" mógł poznać swoje wrażliwe wnętrze.

Badanie odbywało się według konkretnego schematu pozwalającego na sprawdzenie kluczowych elementów jamy brzusznej i serca. Zostałem sprawdzony pod kątem serca, nerek, śledziony, trzustki, pęcherzyka żółciowego, wątroby i pęcherza moczowego z prostatą. Oprócz samych narządów określaliśmy też położenie naczyń takich jak np. aorty, żyły głównej dolnej, żyły wrotnej, żyły śledzionowej, tętnicy krezkowej górnej czy przewodu żółciowego wspólnego. Do tego jeszcze kilka zachyłków i finito.

Każdy ze studentów powinien był wykonać taki schemat sprawdzający. Po kilku rundkach oglądanych na TV znałem już swoje organy jak własną kieszeń i znalezienie danego narządu w moim ciele nie stanowiło już dla mnie problemu.

Trochę gorzej, kiedy na sam koniec "zamieniliśmy się" rolami i zbadałem P. W cudzysłowie, bo byłem jedynym który ją badał - mnie przejrzeli wszyscy. I tu zdziwienie, bo różnic sporo. Aorta malutka, naczynia całkiem inne, wątroba z resztą narządów jakieś dziwne. No i ta urocza macica, której endometrium przypominało mi ścięty pień drzewa. Niestety, ku mojemu zdziwieniu nikt inny nie potrafił dostrzec tej głębi na tyle by ujrzeć tam drzewo.

No i żarciki. Asystentka sprawdzając stan moich kiszek co chwila komentowała, że jestem "dobry materiał na męża", "przegląd zrobiony i można brać" czy "ślub zamawiać już można". Na koniec życzyła w USG "pierścionka z brylantem". Na razie podziękuję.

2 listopada 2014

Z braku

Dzisiaj będzie mało merytorycznie. Nie chciało mi się pisać nic, organizować czasu też nie, robić czegoś konkretnego i uczyć też mi się nie chciało. Wyszło, że zrobiłem całe nic.

Każdy wie o czym piszę. Kilka dni przed kolosem i czujesz, że progres jaki robisz jest znikomy. Raz na jakiś czas musi się wydarzyć coś podobnego, żeby studentowi małemu zresetować system i przypomnieć, żeby nie mówił na koniec dnia, że "coś tam porobił".

Co by młodsi nie myśleli, że takie coś to wyjątek tylko dla nich. Bądź też, że wydarzy się to tylko raz czy dwa. :)