31 października 2012

Halloween

Czas na powrót w rodzinne strony. Posprzątaliśmy mieszkanko tak pięknie, że teraz wygląda jak nie nasze :)
Wraz z wyjazdem w torbę spakowałem trochę niepotrzebnych książek do zwrotu i dodatkowo anatomię z biofizyką. Zaraz po świętach znowu ruszamy z kopyta - czeka serce i ultradźwięki.

Fajnie jest zobaczyć znowu swój dom, w którym nie było mnie już od prawie miesiąca. Ostatnio domowałem się jeszcze w czasach przedstudiowych. I ciekawa rzecz, jak zapomina się niektórych rzeczy. Odzwyczaiłem się od automatycznego omijania szafek i skosów przez co każdy z takich elementów boleśnie przypomniał mi o swoim istnieniu :)

Nadchodzą święta, medialne Halloween, rodzinny obiad i wizyta na cmentarzu, a w piątek czy sobotę czas już na powrót do studenckiego życia.

27 października 2012

Teraz szyjemy skarpety

IFMSA zorganizowało darmowy kurs szycia chirurgicznego dnia dzisiejszego. Zabawa całkiem niezła. Nauczyli nas trzymać narzędzia, szyć na kilka różnych sposobów, zdejmować szwy i wiązać ręcznie, a oprócz praktyki wsparli to przydatną teorią. Zszywaliśmy świńskie nóżki, które miały fajne zginacze palców których ścięgnami ciągle się bawiliśmy.

Imadło typu Mathieu wydawało mi się wygodniejsze od Hegara, a rękawiczki nitrylowe (bezpudrowe) bardziej komfortowe od lateksowych i winylowych. Zobaczymy jak będzie w dalszej części praktycznej edukacji - mamy zamiar brać udział w kolejnych szkoleniach. Załączona fotka z tychże warsztatów, ale nie mam pojęcia kogo to dłonie (może M.?).

26 października 2012

A walutę swoją macie?

Zaliczyłem pięknie kolosa z histologii, a co do podwójnej poprawki z biofizyki to podwójnie ją uwaliłem. Jedna do poprawy po świętach, druga - w styczniu. Muszę chyba zmienić sposób nauki, bo widocznie siedzenie prawie dwóch dni nad biofizyką nie wystarcza. Weekendu rozpoczęcie udane :) Biologia też poprawiona, a Z. okazał się być zaskakująco miły, kiedy M. poszedł po wyniki. Ten facet ciągle nas zaskakuje.

Wieczorem impreza, odwiedziłem kilku znajomych z liceum, zaprosiliśmy też kilku Tajwańców. Nie było mnie już wtedy w mieszkaniu, ale podobno M. miał niezłe problemy z wyproszeniem ich na koniec imprezy. Ciągle chcieli wiedzieć coś nowego o Polsce - pytali się nawet o to, jak kantory zdobywają tyle różnych walut, dlaczego tyle u nas kantorów i w ogóle czy mamy jakąś swoją narodową walutę :P

24 października 2012

Syndrom magistra

Pomimo skrócenia toku nauczania o rok i dzięki asystentom, którzy w większości potrafią zrozumieć młodszych czy też po prostu nie są chamscy udaje nam się to przetrwać. Co ciekawe, nawet bardzo optymistycznie, w dobrym humorze i przy możliwości znalezienia wolnej chwili, szczególnie w piątek (dzień święty). W oczy rzuca się jednak biologia molekularna, która z początku wydawała się być łatwa, przyjemna i niewymagająca, a asystent pogodny i sympatyczny. Stała się zmorą większą od anatomii. Jak? Przez syndrom magistra.

Choroba ego, która dotyka część (nie wszystkich) asystentów ze stopniem magistra. Objawy: przemądrzałość, krytycyzm, uwalanie jak największej liczby studentów, wymaganie nie wiadomo czego itd. I tak też mam z biologią, z której jedną wejściówkę, nr 1, oblałem (podobnie jak większość grupy), a druga, dzisiejsza, też nie wróży dobrego. Teraz przedstawia się to tak, że w czwartek będzie poprawa, równo z kolokwium z histologii. Damy radę.

Tylko czasem nieźle można mieć dość (nie żeby ja :D), kiedy asystent wymaga tego czego sam nie wie i nie chce działać w interesie studenta czegoś go ucząc. Albo obchodzi za bardzo, tak bardzo, że musi umieć to wszystko lepiej niż trzeba. Doktorantów to nie dotyczy, zajęcia z nimi to czyste marzenie - wiedzą więcej, nie męczą studentów, a nauczą nas ogromu przydatnych wiadomości, często w ciepłej atmosferze i z dawką humoru. Oczywiście to wszystko nie dotyczy każdego, zdarzają się wyjątki zarówno jednych jak i drugich.

23 października 2012

See ya in January?

Pierwsze kolokwium z anatomii z kończyny górnej w pierwszym terminie nie zaliczyło 100 na 250 osób. W terminie poprawkowym podołało 20. Reszta ma czas w styczniu. U mnie i M. w grupie nie zdała jedna osoba - i ona rzeczywiście zasługiwała na 2, bo nie powiedziała nic.

Grupy anatomiczne dr. K. nie miały ani jednego szczęśliwca (czyli oblało 30 osób). Pytał o rzeczy poza wymaganiami, często kompletnie poza ludzkimi możliwościami nauczenia się przy takim natłoku zajęć. I cały weekend z głowy.

Z M. mamy z kolei podobnie z wejściówkami z biologii molekularnej z ciekawym asystentem, o którym napiszę następny post. Jedną już oblaliśmy (tak jak i 3/4 grupy), podobnie będzie pewnie z dzisiejszą, znając już tryb oceniania naszych prac. W czwartek poprawa, równo z kolokwium z histologii. Damy radę :)

Z innych wiadomości - mamy dłuugi weekend na koniec października. Zaczyna się rano w środę, obejmuje wolny piątek, a kończy w poniedziałek o 16 (wykład z anatomii).

20 października 2012

Primo feles pro sepium

Tak pięknie google translate tłumaczy "Pierwsze koty za płoty" :)

W środę razem z M. zaliczyliśmy trupa i było bardzo przyjemnie. Odpowiadanie na pytania "Co to?" i wymyślanie, który to może być mięsień skoro zwłoki i tak są trochę pokiereszowane. Asystentka K. na widok mojego zastanowienia - "Można grzebać."

W czwartek wejściówka. Przedmiot nazywa się "Histologia z embriologią i cytofizjologią", a zawarta embriologia to tylko jedne ćwiczenia, na które trzeba było znać jakąś połowę książki czyli tak z 200 stron. K. uczył się z Bartela, a tam, w połowie zaczyna się zabawa zatytułowana "Część szczegółowa". Tak jakby pierwsza część była za bardzo ogólna.

Piątek - dzień szczególny. Z samego rana oblałem wejściówkę z biofizyki, czego się zresztą spodziewałem. Wiadomo, że nauka ze skryptu o godzinie 2 rano przez kilka chwil + poranne pół godziny nie zagwarantują zbyt dużych sukcesów. W sumie to nie pamiętałem prawie nic z tego co przeczytałem.

Nad biofiz przełożyłem anatomię, i to jej uczyłem się w piątek. I radość, radość i radość, bo już za nami historyczna chwila - pierwsze kolokwium z anatomii! YYYeeeaaahhh! Mam 3+, a M. K. Ł. też pięknie zaliczyli. I wiedzieliśmy już, że wieczorem idziemy na otrzęsiny lekarskiego w Shine.

Klub okazał się być najlepszym z wszystkich, które do tej pory odwiedziliśmy, szczególnie sala dla VIPów do której mieliśmy dostęp i klimatyczne, stare kawałki tam grane.

Dzisiaj chłopaki pojechali do domów, ja zabrałem się za sprzątanie i ogarnąłem wszystko. Ciekawe jak wysprząta nam kuchnię i łazienkę sprzątaczka ustalona na środowy poranek, może nie zabierze nam tych kilku kg pierogów i kotletów z lodówki.

17 października 2012

Poeticalnie

B. tak się ostatnio uczył dużo, że aż napisał wierszyk. Ewentualnie zerżnął gdzieś z internetów, a ja nie mogłem znaleźć źródła (ew. ukochana lektura z gimbazjalnych czasów):
Anatomia! Udręko moja! ty jesteś ja mara
Ile cię trzeba zakuwać ten tylko się dowie,
Kto cię poznał. Dziś ogrom twój w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo płaczę przy tobie
Nauko wielka, co snu bronisz odnowy
I dnie całe odbierasz! Ty, co lud studencki
gnębisz całym swym obłędem
(Gdy po dniach wolności pod Twoją opiekę
Ofiarowany, liczyłem, że dzień ten odwlekę,
Niestety, jutro zbliżę się do sal twych progu
Błagać o 3 do ocen katalogu)
W ten czas wrócimy cudem na Morfeusza łono.
Tymczasem przenoś głowę moją udręczoną
Do tych nerwów długich, tętnic poplątanych,
Szeroko w błękitnym Bochnie opisanych;
Do tych stron zapisanych drukiem rozmaitem:
Gdzie litery maleją z każdym akapitem
Gdzie nocami głowa moja spała.
A wszystko to na kolosie wyśledzą
Niewiedzę moją znajdą i na świat wywiedzą.
Wcale nie jest tak tragicznie - o ile nie czeka się do ostatniej chwili z nauką :)
Wejściówka z chemii - poziom liceum, z biologii - im łatwiejsze i bardziej oczywiste pytanie, tym trudniej było na nie odpowiedzieć. Z biol. równie dobrze może uwalić wejście połowa grupy, jak i nikt :)

Musimy się częściej uczyć w windzie, jest tam naprawdę o wiele lepsze światło niż w pokoju.

15 października 2012

Anatomiczna Kasia

Cześć,
Jestem anatomiczna Kasia!
Mój nos zaczyna się na czole. 
Miałam warkocz, ale się rozplątał.

14 października 2012

Roflcopter all the time

Weekend minął pod szyldem maniakalnej nauki, która nie zawsze wychodziła. Szczególnie wieczorami tracimy zmysły i zachowujemy się już coraz bardziej normalnie (to znaczy - wchodzi nam to w nawyk i przyzwyczajamy się do tego).

Piątkowa impreza z 20 osobami w TBV przeniosła się do DS4, gdzie miała miejsce orgia, jakiej pan Józio nie widział - specjalnie zrobił kilka zdjęć telefonem do późniejszego pokazania kierowniczce. Po zakończonej wizycie w akademiku przyszedł czas na wizytę w BP, gdzie został zakupiony chleb.

Sobota czyli nauka, ale bez zaburzających harmonię ćwiczeń i wykładów. Wieczorem zagraliśmy w orkiestrze z butelek po piwie, sztućców, tacek i butelek.

Niedziela, dzisiaj, siadłem znów do żył i tętnic, ale jakoś nic z tego nie wyszło. Za to jestem z siebie dumny wielce, gdyż zrobiłem arkusz w Excel'u, który oblicza odchylenie standardowe potrzebne na biofizykę. Dalej nie wiem po co jest kolumna "wnioski" w zeszycie ćwiczeń, ale to nic. Pranie fartuchów zrobione i okazało się, że "budżetowy" znaczy "pomięty i trudny do wyprasowania".

W tym tygodniu trzy wejściówki - biologia molekularna, chemia ogólna i biofizyka, a jako bonus - kolos z anatomii z kończyny górnej.
Jaka żyła unerwia tętnicę pachową?

12 października 2012

Friday friday friday!

Nie ma "nie chcę", nie ma "nie idę". To piątek. Dzień odświętny, trzeba się przebrać z dresów w coś bardziej ogarniętego. Trzeba wyjść. Nie ma wyboru, bo dzisiaj jest piątek, dzień błogosławiony. Świętuję zaliczenie wejściówki z biofizyki, której falę oblało dość sporo osób, w tym K. i M. Im bliżej weekendu, tym coraz bardziej ludziom odwala. Wczoraj nawet dostaliśmy reprymendę z samego biura, na temat naszego aktu twórczego. Po prostu jest już tak, że kiedy jednego wieczoru trzeba nauczyć się i biofizyki, i anatomii, to wszystkie te przedmioty i teorie działają negatywnie na nasz układ nerwowy - tak też Ł. z M. raz jeździli pół nocy windą z góry na dół, a innego razu powstał na szybie wielki wzwód (za który właśnie dostaliśmy opierdziel, bo kiedy świeciliśmy na niego lampką, na sąsiedni budynek padał cień jak z batmana i który, swoją drogą, stał się dość znany w okolicy w ciągu zaledwie kilku dni okresu ekspozycji). Miłego wieczoru :)

That's just crazy party time.

11 października 2012

Crazy Biofizyka

Histologia - wykład znów z panem doktorem, zamiast z profesorką - lajcik, pouczyłem się embriologii do wejściówki, którą miałem mieć zaraz po wykładzie. Kartkówka okazała się nie być wielce straszna i dostałem tyle ile trzeba (czyli powyżej 60%). Tak długie ćwiczenia naprawdę potrafią zaburzyć działanie neuronów, przez co pod koniec większość zachowywała się jak po kilku dobrych, mocnych piwach.

Dziś pod kołdrą baraszkuję z biofizyką - temat ćwiczenia interesujący i życiowy - układ krwionośny, a w tym lepkość krwi, przepływ krwi w naczyniach i pomiary ciśnienia tętniczego. Jak już skończę biofizykę, zabieram się za anatomię - za gałęzie nerwów rdzeniowych i splotu ramiennego. A jak nie, to jutro przed ćwiczeniami jest jeszcze sporo czasu i spokojnie to ogarnę.
[M. o biofizyce] - To jest chore. To jest chore. Chore to jest. Chore. Chore. No chore to jest!
[Teraz wbija Ł. i odpala tonem zbitego psa] - Ja już nie moooogęęę...  
A ja się cieszę, bo póki co mam chyba najbardziej ludzki temat ćwiczenia z naszej kompanii.
[M. o nauce na biofizykę] - To nie ma sensu czy się uczysz czy nie. I tak wszystko zależy od tego, czy asystent zechce cię zaliczyć.

10 października 2012

Don't sleep

Rano biegiem na pierwszy wykład z biologii molekularnej, który trwał krócej niż nasza droga do niego, i który nic nie wniósł do studenckiego żywota. Gadanie nagrałem, a zamiast słuchać, dałem K. zadanie zapisywania wydarzeń na kartce tematycznie i z określoną minutą nagrania. Wyszło na to, że na posiedzeniu nie było nic ciekawego poza kilkukrotnym wierceniem podłogi i synchronicznym kaszlem moim i Krasnego.

Później prosektorium, na którym nie byliśmy pytani. Asystentka, o dziwo, zaczęła tłumaczyć aktualny temat (budowa nerwu rdzeniowego + splot ramienny). Pokazała nam muzeum, czyli preparaty porozstawiane na korytarzu. Niezbyt nam to pomogło w nauce, a raczej dało ogólny zarys tego, jak będzie wyglądała część praktyczna egzaminu z anatomii. Wychodząc z ćwiczeń spotkałem N., dawną przyjaciółkę z czasów liceum, wymieniliśmy kilka słów, ale musiałem lecieć na wykład z chemii.

Chemia. Nuda. Sen. Najgorszy wykład na jakim miałem okazję egzystować ciałem. Początkowo słuchałem, pomijając to, że szanowna pani doktor nie raczyła się przedstawić. Może i to zrobiła, ale pewnie zanim ktokolwiek wszedł na salę - jak wchodziliśmy, to przegadała już kilka zdań w kompletnym chaosie podczas zajmowania miejsc. Mikrofonu brak, ale praca na slajdach była "wymagana przez UE" - zapewne dlatego, że nic innego na wykładzie nie było poza czytaniem tekstu z komputera i projektora zarazem. Po kilku chwilach zacząłem grać z M. w wisielca, później trenowałem podpisy, aż napisałem na kartce wielkie "DON'T SLEEP". Zgodnie z zasadami NLP, zasnąłem po minutce czy dwóch. Bez zmartwień, bo prowadząca nie zauważyłaby pewnie różnicy, gdyby cała sala nagle zasnęła albo opustoszała. Był też element przerażający - ludzie piszący wszystko z każdego slajdu, nawet jeśli 95% znają i pamiętają z matury.
dON'T

W TBV był dzisiaj dzień kryminału - zbierali odciski palców do otwierania drzwi. Koniec z wchodzeniem nieproszonych i proszonych gości, teraz trzeba będzie ruszyć tyłek i wyjść po każdego.

K. z Ł. poszli do Reala zakupić papier toaletowy i inne niezbędne rzeczy, które mieliśmy na wyczerpaniu. Po jakimś czasie słyszymy z M. jakieś hałasy na korytarzu pt.: "Aaa, wolnieeej, hamuuuj!!!" i zaraz wjeżdżają Ł. i K. na wózku ze sklepu (bardziej pasowałby inwalidzki :P).

Dzisiejsza kochanka - histologia - rozmnażanie i plemniki ze spermom.

9 października 2012

I'ę studętę oficjalnę

Pierwszy raz na biologii molekularnej nastał, której wszyscy się bali - na drzwiach do katedry wisiała informacja "co trzeba umieć na wejściówkę", która nie zapowiadała niczego dobrego. Okazało się, że wejściówki nie było, a asystent wydaje się być spoko. Uciszał nas trochę i śmiech N. (koleżanka z grupy o śmiechu głębokim dłuższym), co było trochę dziwne, bo zajęcia wyglądały podobnie do histologii, a tam można było normalnie spokojnie ze sobą pogawędzić.

Odebraliśmy z M. swoje legitki. Prawie takie jak karta debetowa, z chipem stykowym jak i zawartym wew. chipem bezstykowym. Nic, tylko wsiadać do MPK z biletem za 50%, co chcieliśmy zrobić, ale zorientowaliśmy się, że nie mamy pieniędzy. Zarejestrowaliśmy nasze legitymacje w TBV, żeby nie płacić więcej niż trzeba.

Kolejne ćwiczenia z chemii, jak zawsze od razu w fartuchu i butach od razu z mieszkania. Czekała nas wejściówka, którą dało się ogarnąć - połowa pytań była z wiedzy maturalnej, kilka dziwnych - mam 3. Całe zajęcia latałem z G. (koleżanka z pary na zajęciach) odważając, czyszcząc, przelewając i skraplając kilka substancji po to, aby za chwilę powtórzyć wszystko ponownie, bo różowy wyszedł za bardzo różowy. Za drugim razem kolor też wyszedł trochę za mocny, ale się wycwaniliśmy i po prostu zanotowaliśmy nieco mniejszą ilość dodanego NaOH niż w rzeczywistości. Po zajęciach dowiedzieliśmy się, że kolega z grupy mieszka od niedzieli w naszym akademiku, tyle że w drugim budynku, ale za to w pokoju o tym samym numerze co my.

Martwiliśmy się o jedzenie na kolacje, ale szczęśliwym zbiegiem okoliczności przyjechali rodzice Ł. i przywieźli jeeedzeeenieeeee. Ustaliliśmy z nimi, że sprzątaczka, która będzie dbać o naszą kuchnię i łazienkę raz na miesiąc może przyjść w nocy. Nawet jeśli wtedy bierze podwójnie, to i tak tanio, bo usługa jest za darmo :)

Wieczór z budową układu nerwowego. K. z Ł. chcą siedzieć do 3 rano nad książkami - ja idę spać teraz, czyli chwilę po północy i wstanę sobie wcześniej, pouczę się rano na świeży, niezmęczony umysł.

8 października 2012

Uczę się uczyć anatomii z pierwszymi zwłokami

Część mięśni z grupy przedniej
i bocznej mięśni przedramienia
Przez cały weekend uczyliśmy się anatomii na kilka nowych sposobów. Tradycyjne stało się już robienie tego w kilku etapach. Tym razem najpierw spisywanie mięśni ze Skawiny w grupach i warstwach mięśniowych, później porównywanie tego z Bochenkiem, tłumaczenie na angielski i wtedy dopiero już lokalizowanie tychże mięśni w atlasach i na sobie.

Tym razem poszliśmy dalej i zrobiłem z M. mapy myśli na komputerze, które widać trochę na zdjęciu. Zmieniliśmy też miejsce nauki - po pierwszych kilku ogarnięciach całego tematu w Bochenku, Grayu, Skawinie, Wójtowiczu i atlasach siedliśmy razem w kuchni do wzajemnej dyskusji. Jadłem sobie spaghetti i rozmawialiśmy o wymaganiach, które warto znać - na początku o nich nie wiedzieliśmy i uczyliśmy się wszystkiego. Teraz wiemy, że przynajmniej część można sobie odpuścić i wiemy na co należy zwrócić uwagę. Wzajemne odpytywanie i wymiana spostrzeżeń bardzo nas wkręciła i spędziliśmy na tym dość dużo czasu. Przyszedł też czas na część praktyczną i rozpoczęliśmy malunki na rączkach, jak kiedyś za młodu :) Bardzo fajna sprawa - łatwiej jest zapamiętać i można przypomnieć sobie w każdej chwili, wystarczy spojrzeć na przedramię od strony przedniej i już. A powtarzanie, to jedna z najważniejszych rzeczy, więc poświęcam mu dużą część czasu przeznaczonego na naukę (czyli większości czasu ogólnego :P). Dla pragnących pomocy w uczeniu się uczenia - polecam blog anatomiczny.
K. Ł. M.

Dosyć często, gdy robię przerwę razem z resztą chłopa, zaczyna nam kompletnie odwalać i nastają momenty psychicznego wyżycia się, wygłupów i relaksu w dobrym humorze. Wczoraj dmuchaliśmy rękawiczki i pozwoliliśmy się im puszczać na wietrze za oknem :)

Dzisiaj na anatomii po raz pierwszy widziałem trupa. Wyglądał ciekawie, był dosyć rozpreparowany - skóry nie było, mięśnie w dużej mierze porozcinane. Zapach formaliny przypomniał mi drożdże, podrażniał trochę gardło, ale ogólnie nawet mi się podobał. Mięśnie człowieka wyglądają i w dotyku są bardzo podobne do mięsa ze swojskiej kury, które już się trochę zsechło. Andrzej okazał się być facetem, a ciekawym było to, że A. miała zwłoki kobiety z pomalowanymi paznokciami na fioletowo. Z kartkówki z mięśni dostałem 3, czyli ogólnopodobnie (jedyny S.D. w grupie miał 4 i cieszył się tak, że aż reszcie robiło się niedobrze xD).

7 października 2012

哥是自己人!傻傻的〜沒外漏!

Nasi nowi znajomi wrzucili na fejsa filmik z naczym udziałem, gdzie ja i Krasny wypowiadamy się:
- Chrząszcz brzmi w trzcinie, a Szczebrzeszyn z tego słynie, że chrząszcz brzmi w trzcinie.
- W czasie suszy szosa sucha, szosa sucha w czasie suszy.
- Królik z powyłamywanymi oczami, stół w powyłamywanymi nogami.
- Archemiriwiriłokotoczerepepęczawiczakowski,
A oto opis filmu i komentarze przetłumaczone przez fejsbukowego translatora:
Buenos días! Just had a pretty good time with my neighbors and some of my friends last night, I get up so early cause I drank too much beer lol. They taught us some cool and useful words in their language such as siema, kurwa and chuj. That would be quite interesting to say these words to some people here.
I komentarze:
Hsiang: 這麼長你學得起來我頭給你!!! 可是好好哦!!!都可以出去玩 嗚嗚嗚
Tak długo nie dostaniesz głowę do Ciebie!!! Ale cóż! Można wyjść do gry dźwięk Vuvuzela

Oswalt: 你教我扭屁股 我再教你
Możesz mnie nauczyć o o którą cię nauczę

Revati: 哥~麥寇真的很會扭!!!!!影片不知道在誰那!
~ Maikouzhen a twist! Filmy nie wiem kto!

Hsiang = = Revati 我們的約定呢 !!!!!! 你們這群騙子 嗚嗚嗚
== Revati Shih, zgodziliśmy się, że!!! Ta grupa oszukuje ciebie skomlenie dźwięk

Revati: 哥是自己人!傻傻的〜沒外漏!
Bracia! Głupie nie przecieka! (A po przetłumaczeniu w Google Translate jeszcze lepiej: "Kostaryka jest jednym z nas! Głupie nie przeciekać!")

Yao: 影片在我這
Filmy na moim

Yao: 我們又沒放出來你怎可以罵我們騙子!!!
My również nie wydała, jak można nazwać nas oszuści!!!

Rorita: 請放到社團!!!!
Wspólnoty!!!

Taipei 101

Wieczór spędziłem standardowo z moją kochanką, ale z małym wyjątkiem. Tajwańcy z pokoju obok zaprosili nas na kolację - my z kolei mieliśmy załatwić piwo. Zrobiliśmy przerwę w nauce i poszliśmy zjeść całkiem dobre udka i inne mięsa (bez psa), chociaż w sumie to się wcale nie najedliśmy :P Okazali się być bardzo ciekawi i przyjaźnie nastawieni. Perłę pili całkiem nieźle, humor też im dopisywał :) Jedna dziewczyna studiuje medycynę i zaczęła właśnie II rok, a reszta chłopaków - "industry". Nauczyliśmy ich kilku najważniejszych polskich słów - każdy wie chyba jakich :) Przy okazji dowiedzieliśmy się, że wcale nie mają taksówek za darmo jak myśleliśmy, ale są dla nich tak tanie w porównaniu do azjatyckich, że jeżdżą nimi wszędzie, pewnie nawet i pod Pharmaceuticum po drugiej stronie drogi :P
Pozdrowienia dla zoo_ :)

6 października 2012

Pierwsza sobota

Dzisiaj kiermasz, wczoraj impreza na koniec pierwszego tygodnia, wyszła dość spontanicznie. Krasny kupił jakieś notatki z biochemii, a później "Nie wiem na co mi to. Ale kupiłem, bo było za 15zł." Siadam dalej do anatomii, może urozmaicę sobie histologią, chemią czy biologią, bo mamy z nich wejściówki.

Dzisiejsza sobota to pierwsza sobota, ale tylko trochę czuję, że to sobota, bo normalnie w sobotę człowiek czuje, że to jest sobota, a ja jednak nie czuję, że to sobota, bo w dni powszednie, czyli nie w sobotę, i tak czasem zdarza mi się mieć tylko kilka chwil spędzonych na uczelni, czyli te dni nie będące sobotą są prawie tak wolne jak sobota.

Praktycznie nie jem jajek jako takich osobnych, nie będących częścią "czegoś większego". Dzisiaj już wiem, jak zrobić jajko na miękko. Przepis: wrzucić do gotującej się wody i potrzymać je tam kilka (5) minut, posolić wedle uznania, zjeść, oddać komuś naczynia do umycia.

5 października 2012

No bo nie jest źle

No nie jest :D Jest gites :) Pierwsze pytanko z anatomii i uwaliłem połowę - akurat to czego się nie douczyłem czyli np. staw promienno-nadgarstkowy i ostatecznie wyszło, że mam +/-. M. dostał plusa skubaniec, Ł. dwóję z plusem - w jego grupie każdy ma po dwójeczce i ewentualnie plusie, jeśli powiedział coś pięknego.

Poranne ćwiczenia z biofizyki spoko - fajna asystentka i ogarnąłem wszystko co powiedziała (fakt, że część po dłuższym namyśle). Grupę mam wspaniałą - zarówno dziekanatową, jak i anatomiczną czy histologiczną. Asystentka z anatomii jest bardzo przyjemna i bardzo przyjemnie się spóźnia, kiedy jakiś spieszący się pizza deliverman przywalił w jej zaparkowany samochód.

Świętujemy dziś pierwszy wolny weekend i zamówiliśmy sobie pizze :D

4 października 2012

Nie jest jeszcze tak źle

Rankiem odebrałem Skawinę i pomogłem P. kupić chleb i zrobić jajecznicę. Przypominałem jej też co pięć minut, co chce mi powiedzieć - iż bez kawy zapomina o czym mówi. Przyszła do nas i razem znów zebraliśmy się w grono anatomiczne obrabiające kości.

O 13 wykład z histologii, na który przyszło osób dwa razy więcej niż miejsc. Na wykładzie wiedza prosto z matury, więc razem z M. graliśmy w wisielca. Ćwiczenia trwające prawie pięć godzin nie były takie straszne. Część osób, owszem, narzekała, jak zawsze, ale dla mnie były całkiem przyjemne i o dziwo wcale nie za długie. Tak polubiłem rysowanie i gadanie o pierdołach w ciągłym funie, że mógłbym tak siedzieć jeszcze z godzinę czy dwie. W 20-minutowej przerwie w połowie zajęć wielka grupa ludu ze składu ćwiczeniowego poleciała do McD na hamburgery po 2zł. Nie przebieraliśmy się, więc ciekawie to musiało wyglądać - tabun białych fartuchów w białych chodakach szturmujący najbliższy McDonald's.

Anatomia na dziś - stawy i mięśnie. Krasny z Łukaszem nas wyprzedzili, więc teraz zamierzam nadgonić zaległości i ogarnąć się z tym wszystkim. Jutro biofizyka i ćwiczenia z anatomii.

Tak się wciągnąłem w pisanie posta, że trochę za bardzo podgrzałem wodę z kluskami na spaghejttii.

3 października 2012

Początek zabawy

Ostatnie kilka dni minęły pod znakiem "Party There" - z pominięciem dzisiejszego wieczoru. Tym razem uczę się z M., K. i Ł. anatomii prawie cały dzień. Skończyłem już kości kończyny górnej razem z kilkukrotnym powtórzeniem, zaraz zabieram się za stawy. Immatrykulacja nuda jak nic, IFMSA dało studentom podarunkowe pakunki, z bonami do sklepu medycznego na 20zł (tylko najpierw wydajcie 200zł) i gazetkę, w której wszystko na temat uczelni jest ładnie i fajnie napisane, ale szkoda, że już to wszystko jest wiadome (chociaż co niektórym się przyda, szczególnie tym, którzy nie potrafią korzystać ze swoich fejsów).

Zainstalowaliśmy w końcu router. Maciek siedział nad nim pół dnia, ja też, i nic nie mogliśmy wymyślić. Pod wieczór ponarzekaliśmy na urządzenie, jakie to ono jest złe i pogroziliśmy mu, a tu, o dziwo - router zaczął działać i już nie muszę podpinać nieszczęsnego od internetu kabla. Z okazji rozdania indeksów zamówiliśmy obiad z Pyzatej Chaty - pierś + ziemniaki i inne bonusy to dobra alternatywa dla pierogów ze schabowym.

Anatomia siada nam na mózgi i zobaczył to już chyba każdy kto przybył do segmentu w tym pięknym okresie nauki. Najlepsze non stop śpiewane różne piosenki, pozmieniane i zbezczeszczone + Koń Rafał i inne dziesięciogodzinne youtubowe nutki nie odstępowały choć o krok. Elvis Presley - Love Me Tender